czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 12 Czterech obrońców.






To wszystko ,co się stało to było dla mnie za dużo. I Dante i Cero okłamywali mnie bo mieli dzięki temu jakieś korzyści. Obydwóm ufałam a oni mnie oszukali. Początkowo trudno było mi się z tą myślą oswoić. Kolejny raz mój świat się zmienił i musiałam zaplanować sobie co dalej. Parę pierwszych dni minęły jak szalone. Wiem ,że mnie szukali na różne sposoby. Dalej mnie szukają ,ale ja muszę znaleźć sobie miejsce ,żeby zniknąć. Już kiedyś chciałam to zrobić ,ale teraz nie miałam ani mojego motoru ani pieniędzy. Byłam sama ,bez niczego. Błądziłam po lesie. To już raczej nie był ten sam miły las co wcześniej. To był ciemny ,nieprzyjemny bór pełen tajemnic. Pełen straszliwych sekretów. Musiałam przejść już trochę drogi. Szłam nie zatrzymując się przez kilka dni. Miałam szczęście ,że trafiałam na owoce. Głód mi na początku nie doskwierał. Do teraz. Burczy mi w brzuchu. Nie wiem gdzie jestem. Nie wiem co dalej robić. Gubię się we własnych myślach. To sytuacja patowa. Przegrana. To już mój koniec? Mam umrzeć w tak głupi sposób? Zapomniana? Przeszłam jeszcze parę kroków i usiadłam obok drzewa. Trzeba przespać tą noc.
-Dalej mała , damy rade-szeptałam do siebie , dodając sobie otuchy.
Pomagało mi to. Jako że było już ciemno postanowiłam tak jak wcześniej wdrapać sie na jakieś wysokie i szerokie drzewo i znaleźć jakąś wygodną gałąź. Miałam pecha. Wszystkie drzewa były za małe lub za wysokie. Żadnego idealnego dla mnie. Co miałam robić? Postanowiłam iść dalej.
**
Powoli zaczynało wschodzić słońce , delikatnie muskając moją skórę malutkimi promyczkami. Nagle przestałam oddychać. Patrzyłam się na szczyt pagórka. Nie mogłam się ruszyć , stałam jak zamrożona. Przede mną na szczycie stał duży biały wilk a zanim jeszcze parę innych. W ciągu sekundy odwróciłam się i zaczęłam uciekać ile tchu w płucach miałam ,ale to sie na nic nie zdało po już po chwili poczułam przeszywający ból w nodze. Upadłam zasłaniając twarz jednak kolejnego ugryzienia nie poczułam. Odwróciłam się a przede mną stało czterech wysokich mężczyzn ubranych w całości na czarno. W rękach trzymali długie niesamowicie zdobione rycerskie miecze a obok nich leżało kilka nieżywych bestii. Patrzyłam na nich nieprzytomnie a jeden z nich odpowiedział spojrzeniem pozbawionym zupełnie żadnych emocji. To był martwy wzrok. Niby patrzył a jednak nie.
-Kim...wy..jesss..teście?-zaczęłam się panicznie jąkać.
-Kim-Powiedział jeden z nich. 
Kim podszedł do mnie i zaczął oglądać moją nogę.
-Spokojnie. Ja jestem Alan.Po mojej prawej stoi Lou a po lewej Chill. Twoją nogę ogląda kim. Jesteśmy Akollitami.
"Jesteśmy Akollitami." Te słowa zabrzmiały w mojej głowie. Byłam szczęśliwa. Znaleźli mnie! Jak to zrobili? Nie wiem. Najważniejsze ,że ich znalazłam. Czemu tylko musiałam prawie życiem to przypłacić.
Kim sie pochylił i podał mi jakiś listek"masz , zjedz to , to środek przeciwbólowy. Weźmiemy Cie do naszego obozu i opatrzymy Ci to."-Wypowiedział z uśmiechem na ustach. Powoli docierał do mnie ból. Nie jaki kiedyś stopniowo , ale cały nagle. Szybko wzięłam od Kim'a listek.
-Wiesz, nas nie można znaleźć , my sami Cie znajdziemy kiedy będziesz na to gotowa.-Rzucił Alan.
-Co masz namyśli przez "gotowa"-powiedziałam ,ale nie doczekałam odpowiedzi. Usnęłam

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 11 kłamstwa




W pałacu Dantego jestem już dwa może trzy tygodnie. Żyje mi się tu dobrze. Beztrosko. Coraz mniej myślę o Cero. Tęskniłam. Na początku. Myślałam o nim cały czas. Teraz jest inaczej. Dante ma trudny charakter. Jest trochę zamknięty w sobie. Nie mówi o uczuciach i stara sie nie mówić za dużo o sobie. Często chodzimy na spacery po jego niezwykłych ogrodach. Dziś wieczór mieliśmy z resztą takie same plany. Odszedł już od swojej reguły , że kobiety muszą nosić suknie , więc zakładam je tylko na czas posiłku , bo chcę jakoś mu podziękować ,że mnie to chowa.Właśnie ide korytarzem do sali gdzie sie umówiliśmy. Już się przyzwyczaiłam do przepychu i coraz bardziej było to dla mnie normalne.
-Moja pani-Przywitał mnie ciepłym uśmiechem.
Ja również odpowiedziałam uśmiechem.
-Co powierz na przejażdżkę po mieście?
-Jeszcze nigdy nie byłam w mieście.
-Kiedyś musi być ten pierwszy raz.- Zachęcił mnie.
-Ok , chodźmy.
Udaliśmy się w stronę karety. Była duża i czerwona. Królewska. Dante chodź był księciem to dla mnie zawsze był po prostu miłym i przystojnym Dante.
-Kiedy zobaczę Cero?-Zagadnęłam. To nie tak ,że mi na nim nie zależy. Ja po prostu mniej o nim myślę. Dante zapełnia mi większość czasu , czasem nawet łapie się na tym ,że o nim myślę.
-Cero? Odmówił przyjazdu.
-Oh , naprawdę?- byłam rozczarowana. Myślałam ,że pójdzie za mną wszędzie a tu co? Gdy był potrzebny to go nie było.W sumie to wcale nie był potrzebny.
-Miałem Ci go przekazać ,ale ni było okazji.-Wręczył mi list.

"Droga Evans,
Wiem ,że jesteś u szanownego Księcia.
Nie martwię się już , bo wiem ,że jesteś w dobrych rękach.
Poznałem nie dawno dziewczynę. Nazywa się Viola. Ma czarne włosy
i ciemne oczy. Jest prześliczna i strasznie miła.
Polubiłabyś ją. Kocham Cię i traktuje jak młodszą siostrę więc chce żebyś wiedziała ,że
może to szybko ,ale planujemy się poślubić"

                            Całuję 
                                          Twój Cero"

-Oh , poznał nową dziewczynę , Violę o ciemnych oczach.-Powiedziałam cicho.Byłam szczerze rozczarowana."Kocham Cię i traktuje jak młodszą siostrę". Wcale się nie zachowywał jak bym była jego siostrą. Może to ja źle odbierałam jego ruchy?"może to szybko ,ale planujemy się poślubić"
Miło że mówi. Teraz już wiem , na czym mam sie skupić. Na pewno nie na myśleniu o Cero. W końcu jest zachód słońca. Tuż obok mnie siedzi  niezwykle przystojny i uroczy Dante. Jedziemy razem na spacer. Tym sie muszę zająć. Czy Cero pisał by do mnie ""Droga Evans" a nie "Ev"? Ciekawe. Pomyśle nad tym kiedy indziej.
-Nie przejmuj się nim.-Dante objął mnie ramieniem. Dodało mi to otuchy. Uśmiechnęłam się.
-Dziękuję.- Powiedziałam kiedy pomógł mi wyjść z karety.
-Chodź idziemy nad jezioro , niedaleko miasta.
Przytaknęłam.
-Nie przejmuj się listem. Pozwoliłem sobie przeczytać. Jest głupi ,że nie widzi Twoich uczuć.
-A ty je widzisz ,że o tym mówisz?
-Ja widzę ,że jesteśmy przyjaciółmi.
-Tak?
-Zgadza się.
-Aha.
-Czemu masz taką minę?- przystanął.Chciałaś usłyszeć inną odpowiedź ,prawda? Ja spełnię każde twe życzenie , ale musisz mi powiedzieć o tym, czego chcesz.
-Nie chce słyszeć tego co chce. Chcę prawdy. To paranoja. Nie umiem Ci tego inaczej powiedzieć.
-Prawdy? 
-Kim dla Ciebie jestem?
-Jesteś moją panią.-Zbliżył się i objął mnie w pasie. Byłam od niego o pół głowy niższa. Patrzył mi głęboko w oczy. Byłam dla niego jak otwarta księga. Mógł czytać wszystko co było we mnie zapisane.
Pochylił się i był bardzo blisko mnie. Serce zaczęło mi bić. Delikatnie musną moje usta.
-Zostań moją księżniczką już na stałe.-Wyszeptał.
Patrzyłam dalej w jego głębokie oczy a on mnie pocałował.
-Ewans?-Drgnęłam na dźwięk czyjegoś głos a Dante tylko podniósł głowę.
-Czy ty sie własnie z nim całowałaś? Tak po prostu ? Zapomniałaś o mnie? Ja się martwię a ty tu urządzasz sobie romanse?- Cero stał dokładnie na przeciwko mnie czerwony i spocony .
Wiedziałam po prostu ,że Dante nie mówi mi prawdy. 
-Okłamałeś mnie!-Wykrzyknęłam w jego stronę i odwróciłam się do Cero.
-Czy to prawda?-powiedziałam dając mu rzekomo list od niego.
-Dziewczynę? Violę?-Powtarzał Cero podczas czytania. 
-Uknułeś to! Dante jesteś po prostu świnią! Ev wierz kto ta jest Viola? To jego siostra , która miała mnie złapać i zamknąć w celi puki nie zgodzisz się wyjść za Dante.
-Po co miał by brać mnie za żonę?
-Bo twój ojciec zataił przed Tobą ważną rzecz. Tak naprawdę to ty jesteś następna w drodze do tronu. To wszystko wyśpiewała mi ta twoja Vola.-Skierowany był w stronę Dante. Zbliżył się i z całej siły zamachnął. Dante był jednak szybszy i przechwycił cios ,rzucając Cero o ziemie.
-To było udawane? To wszystko?
-Brawo, dopiero on Ci to musiał powiedzieć?-Powiedział sucho.- Każe słowo było kłamstwem , ale on nie jest bez winy. Wcale nie wie tego od Violi. Ona tego nie wiedziała. Nie spotkał Cie przypadkiem ale celowo. Okłamywał Cie ze wszystkim. Jest taki sam jak ja. Tak samo Cię okłamał.
Świat runął w dół waląć mnie z całej siły w głowę.
-Oboje jesteście skończonymi kretynami-Wykrzyczałam i uciekłam do lasu obok jeziorka.

niedziela, 15 lutego 2015

rozdział 10




-Jaja sobie robisz , czy co? Co jest z tobą nie tak koleś? Pytał zupełnie poważnie?-Byłam śmiertelnie przerażona , nie wiedziałam co mam mam robić a tym bardziej co mam myśleć o tym co właśnie zrobił.

Puścił mnie , wziął moją rękę i delikatnie całując wyszeptał "wybacz mi to ,ale nie lubię gdy się mnie tak nazywa , więc proszę nie rób tego." Teraz był zupełnie inny , opanowany , spokojny , uprzejmy.
-Chodź , przygotowałem dla Ciebie pokój , przepraszam za to brutalne porwanie , ale sama byś się nie zgodził by tu przyjechać. Faktem jest , że Hak nie należy do najmilszych , wybacz.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
-Skoro sama bym nie przyjechała to coś jest na rzeczy , nie?
-Choć , przebierzesz się i wszystko Ci wyjaśnię.
-Gdzie ja jestem?
-Na terenie Wielkiego Królestwa a konkretnie w Wielkim Pałacu.
-Skąd ja....
-Reszta pytań jak już się przebierzesz - przerwał mi.
Już nie dyskutowałam. Udałam się grzecznie za Dante. Nie szliśmy długo. Po chwili znajdowaliśmy się już w pięknym pałacowym pomieszczeniu. Było ogromne i ślicznie zdobione. W wielkich oknach zawieszone były kremowe firanki a w pokoju dominowały jasne kolory przeplatające się z królewską czerwienią.
Dywany był szyte złotą nitką a w rogach pomieszczenia stały rzeźby wglądające na bardzo drogie.
Byłam oszołomiona.
-To jest hol pałacowy. Dość przyjemny ,ale w pałacu są ładniejsze miejsca.-Dante na chwile przystanął po czym ruszył dalej krętym korytarzem. Tak samo jak pokój , korytarz wypełniały jasne kolory i królował w nim dostatek i przepych.
-Oto twój pokój. Mam nadzieje , że spełni twoje oczekiwania.-Wskazał ostatni pokój po prawej.
Nerwowo weszłam i stanęłam jak wryta. Jak na sypialnie pokój był przeraźliwie duży. Na samym środku na jedwabistym dywaniku stało łóżko z baldachimem. Na ścianach wisiały obrazy a całość dopełniał śliczny widok z okna na zielone tarasy i rumieniące się na niebiesko strumyki i fontanny.
-Niesamowicie.- wyszeptałam. Widok zaprał mi dech w piersiach.

-A więc mojej małej księżniczce sie podoba ,co?- Z radością patrzył na mnie.
-Jest niesamowicie- Weszłam głębiej ,żeby dokładniej się rozejrzeć. Na łóżku leżały czyste ubrania , a w sumie tylko jedno ubrania , które ludzie często nazywają "sukienką". Dla mnie i to słowo i samo ubranie było obce. Zawsze zachodziłam w głowę jak można w takim czymś chodzić. 
-Jak już się umyjesz i ubierzesz kamerdyner , który będzie czekał za drzwiami zaprowadzi Ci do mojego pokoju.- Pożegnał mnie promienistym uśmiechem i wyszedł.
Dobra , łazienka. Gdzie ona jest? Strzelam , że prowadzą do niej jedyne drzwi w tym pokoju. Nie myliłam się. Mosiężne drzwi przypominające małe wrota prowadziły do kolejnego zachwycającego pokoju. Jak okazała może być łazienka zapytacie? Normalnie. Ta którą miałam przed sobą właśnie taka była. Dominowała w niej biel i złoto , czasem niewinnie wkradł się błękit a brąz delikatnie zdobił śnieżnobiałe kafelki drobnymi wzorkami. Istne cudo. Wanna była tak wielka , że pomieściła by z 6 osób. To bardzo zachęcało , żeby z niej skorzystać. Tak jak chciałam , tak zrobiłam i po jakiejś godzinie byłam gotowa by założyć tą suknie , która czekała na mnie w sypialni. Pasowała jak ulał. Na górze była obcisła a na dole lekko się rozszerzała. Na szczęście nie była różowa jak te "księżniczkowe" z bojek ,które znam , ale kremowa z czarnymi elementami.
-Wyglądam zabójczo-mruknęłam do siebie przeglądając się w lustrze.-Jeszcze włosy. Może kok? Nie, po prosty je przeczesze i zostawię rozpuszczone. 
-Panienko Evans-Kamerdyner zapukał do drzwi- Już pora.
-Oczywiście- wyszłam do niego.
-Niesamowicie pani wygląda.-przez twarz przeleciał mi uśmiech.

 **
-A więc moja droga nazywam się Dante, to mój zamek a ja sam jestem księciem całego Nowego świata , Małej i Dużej wioski. Na razie władze sprawuje mój drogi ojciec ,ale to tylko kwestia czasu kiedy ja przejmę tron. Oczywiście nie zwracaj się do mnie per pan czy coś , mów mi po imieniu. Jesteś moim gościem a jak sama wiesz gość liczy się przede wszystkim.- Dane siedział ubrany w smoking na alabastrowym czerwonym fotelu i popijał herbatę. Siedziałam naprzeciwko niego i wpatrywałam sie niego.
-Książe? To jakiś żart? Skoro jesteś księciem to po co mnie sprowadziłeś i po co mi tak wystawna kiecka?
-Spokojnie , mam swój cel w sprowadzeniu Cie tutaj. A sukienka jak przystało na królewski dwór musi obowiązywać.
-Ale który my mamy wiek? 18sty? 
-Obowiązują , bo mam sentyment do tradycji. Kiedyś się poznaliśmy , pamiętasz? Przedstawiłem się jak Dominik. Rozmawialiśmy o twoim motorze. Piękny klasyk.
-Niemożliwe! Dominika pamiętam bo był to jedyny człowiek , którejo lubiłam w Małej Wsi , ale on miał zielone oczy i jasne włosy!
-Każdy się zmienia.
-To niemożliwe. okłamujesz mnie. -Powiedziałam sucho i wstałam z fotela i skierowałam swoje kroki do wyjścia.
-Poczekaj , daj mi szanse , poznasz mnie i sama się przekonasz.
-Zostawiłam w Mieście Przełęczy kogoś niezwykle ważnego! Muszę tam wracać.
-Nie mówisz o motorze , prawa?
-Nie- mój głos sie załamał. Byłam niepewna tego co mówię. Co z Cero? Przecież troche razem przeszliśmy. To co tu mam , czy to jest dla mnie? Jeśli on mówi prawdę , to naprawdę to może być ten dominik z którym tak dobrze mi się rozmawiał jeszcze kiedy byłam dzieckiem. Co mam robić?
-To ten chłopak , prawda?-Widać było w jego oczach smutek. Był naprawdę smutny , że nie chce być tutaj tylko tam , z Cero.
-Ja- Dalej się wahałam.
- Sprowadzę go tutaj. Będziesz szczęśliwa?
- Możesz to zrobić?
-Oczywiście.
Podszedł do mnie i delikatnie mnie przytulił.
-Dla Ciebie wszystko , moja księżniczko - wyszeptał mi do ucho.
T co czułam kiedy mnie przytulał było tak niezwykłe , że nawet nie umiałam określić jakie uczucia temu towarzyszą. Cero było moim małym tajemnym światem ale Dante był tajemniczy , skryty i intrygujący, To co miał w sobie po cichu kazało mi zostać z nim. Przynajmniej po to by sie dowiedzieć skąd ta jego tajemniczość.

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 9 Rozłąka



Nie wiem ile czasu minęło. W każdym razie trochę. Po jakimś czasie po prostu odpłynęłam. Nie wiem co sie stało. Straciłam przytomność? Możliwe.
   Pokój w , którym teraz siedziałam przypominał trochę cele. W sumie , to on był celą. Starą brudną śmierdzącą stęchlizną i pleśnią celą w , której najwyraźniej ktoś mnie zamknął. W celi byłam tylko ja. Tak mi się zdawało.
-Księżniczko!- Zawołał mnie ktoś z daleka.-Tu jestem, ale Cie urządzili! Porządnie im przeszkadzałaś skoro Cie związali ,co?
Fakt , byłam związana. Siedziałam na krześle. Zadziwiające było jednak to ,że nikt mi nie zakneblował ust. Miałam jedynie ślad odrywania taśmy ,którą przykleił mi ten ohydny facet ,którego spotkałam pod sklepem.
Powoli zaczęły doganiać mnie fale bólu. Był nagły i silny.Zaczęłam się krzywić i wyginać w każdy sposób , by tylko w jakiś sposób przerwać narastający pisk w moich uszach. Moje myśli plątały się i biły między sobą. "Gdzie ja jestem?" , " Co sie dzieje?". Płaczliwie próbowałam cokolwiek powiedzieć , ale udało mi się wydać z siebie tylko stęknięcie.
-Coś ty taka?-Z cienie wyłoniła sie postać starszego człowieka. Na jego skórze było widać zmarszczki. To był człowiek zmęczony życiem a jednak dalej sie uśmiechał.
Usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
-To pewnie Panicz Dante. Dziecko ,nie mów nic co, mogło by go obrazić bo ukarać Cie , a jego kary są srogie.- Mówiąc to pokazał mi swoją dłoń. Miał tylko kciuka. -Widzisz? Kiedyś powiedziałem coś nie właściwego.
-No , widzę że ty Stefanie już poznałeś naszą piękną Evans?
Ten cały Dante nie wyglądał na jakiegoś złego przestępce. Był wysoki , miał czarne krótkie włosy i lekki zarost. Ciemne , prawie czarne oczy mieniły się szkarłatnym połyskiem. Jego szyję i ręce oplatały tatuaże.
Głos miał przyjemny , głęboki i przenikający.
-Evans , wyglądasz na taką przerażoną. Boisz się?
Nic nie powiedziałam. 
-No odezwij się. Chcę Cie usłyszeć. Proszę , zrób to dla mnie.-głaskając mnie po włosach uśmiechnął sie.
-Jaa- udało mi się wykrztusić tylko to.
-No widzisz? Nic trudnego.- Rozwiązał mnie i podał rękę.
-Czego chcesz? -jęknęłam.
-Teraz to chce pomóc Ci wstać.
Nie wiedziałam co zrobić. Odtrąciłam jego dłoń i sama wstałam jednak nie wyszło mi to za dobrze bo po chwili zaczęłam sie kiwać.
-Uważaj , jeszcze się przewrócisz.-Powiedział to z taką troską ,że nie mogłam uwieżyć.
-Wiesz co! Ty...-Wykrzyknęłam.
-Evans?-Patrzył na mnie pytająco.
-Kim ty jesteś! Co ty sobie wyobrażasz? Ściągasz mnie tu , porywasz a teraz udajesz miłego zatroskanego Pana ,który przybył mi pomóc.
-Evans  , boisz się śmierci?
-Co?
Patrzyłam na niego i próbowałam pojąć o co mu chodzi
-Czym ona jest dla Ciebie , co?
Milczałam. Ten facet to jakiś wariat! Na pewno.
-Dla mnie śmierć, To zabawne słowo. Po w sumie dla niektórych to kara , dla niektórych wyzwolenie a dla niektórych nagroda. Czym jest dla mnie? Jest końcem. Może będzie happy endem albo może być tym złym zakończeniem. Śmierć to moment kiedy organizm przestaje pracować , serce staje a my przestajemy żyć i tyle. Nie ma duszy. Nie ma ducha. Jesteśmy my. To jacy jesteśmy to nie kwestia ducha ,ale mózgu i otoczenia. Śmierć to koniec nas ale początek kogoś innego. My umieramy , zwalniamy miejsce a ktoś nowy przychodzi i żyje na naszym miejscu , tak jak my żyjemy na czyim
ś. Evans, twoja śmierć , czym jest dla Ciebie? Nagrodą , karą? Czym?

-Jaka moja śmierć- wyszeptałam.
-Kiedyś wszyscy umrzemy.

-Nie wiem.
-Ja też nie wiem czym była by moja śmierć.
-To po co pytasz się o to mnie?!
-To proste.
-Serio?-zapytałam z ironią w głosie.
-Tak. Byłem ciekawy odpowiedzi.
-Ah, już wiem, ty jesteś wariatem!To wszystko wyjaśnia.
Dante nie miał już przyjaznego wyrazu twarzy ,ale nijaki. Nie można było wyczytać z tego żadnej emocji.
Podniósł rękę i wziął lekki rozmach. po chwili mój policzek zrobił się czerwony. Dawny ból wrócił z powrotem i przyprowadził ze sobą jeszcze osłupienie. Uderzy mnie. W jednej chwili rzuciłam sie na niego próbując mu oddać ale bez problemu złapał mnie i obiło.
-Puszczaj mnie wariacie!-krzyczałam.
-Oj kochanie, spokojnie , wszystko będzie dobrze, przepraszam. Poniosło mnie. Nie nazywaj mnie tak więcej.-Znowu był uśmiechnięty. Minęło parędziesiąt sekund a ja poczułam jego usta na swoim policzku. Pocałował mnie.


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 7. Porwanie

 


   Dom Emmy był mały o ciasnych pokojach, cały w smutnych ,szaro kremowych kolorach.Malutkie okna i niski sufit wręcz przytłaczały.Mieszkanie miało jeden pokój , salon połączony z kuchnią i łazienkę. W pokoju stało łóżko i mały telewizor a w salonie stara, wąska kanapa i stoliczek do kawy. Kuchnia było poobdzierana z farby a sprzęt znajdujący się w niej był przestarzały i już dobrze zjedzony przez rdzę.
-Urocze mieszkano- skwitowałam cicho.
-Jak na to miejsce , na to miasto , to faktycznie urocze aczkolwiek , wiem nie jest jakieś rewelacyjne ,ale ja nie wymagam nowego domu , jest mi to dobrze- burknęła Emma- Zjecie coś?
-Tak , jestem głody jak wilk- Cero podwinął rękawy- pomóc Ci?
-Tak , ty mi pomożesz w kuchni a twoja urocza koleżaneczka pójdzie kupić nam trochę marchwi.
-Niech ona pomorze a ja pójdę kupić.
-W porządku , mogę iść Cero , chyba sie nie zgubie , tylko wytłumaczcie gdzie mam iść i dajcie pieniądze-uśmiechnęłam się do Emmy a ona również odpowiedziała mi uśmiechem.
-Nie uważam tego za dobry pomysł-Cero się podparł i patrzył na mnie błagalnie ale nie zamierzałam ustąpić
-Dam sobie rade ,przecież to tylko zakupy.
-Dobra,ale pamiętaj ,że sama tego chcesz.
-Dziewczyno, masz tu pieniądze. Sklep jest dwie przecznice dalej , to jedyny budynek ,który ma szyld więc dasz sobie rade ze znalezieniem.
-Rozumiem.-Wzięłam pieniądze i wyszłam z mieszkania.
"Okey, wystarczy ,że wyjdę z tego budynku i mam iść dwie ulice dalej i tam będzie sklep. W prawo czy w lewo mam iść? Najpierw trzeba dostać się do wyjścia"-Myślałam. Zeszłam , jak weszliśmy ,czyli parę razy w lewo i w prawo potem windą i już,ale gorzej było zdecydować czy mam iść w stronę lewą czy też prawą.Ostatecznie prawa storna wydaje się być milsza od lewej więc stwierdziłam ,że to jest dobry moment żeby tam pójść. Mijałam stragany i restauracje ,ale dalej nie mogłam znaleźć "sklepu z szyldem"
Idąc ulicą słyszałam słowa piosenek z restauracji, były prymitywne i prostackie ,ale ludzie do nich tańczyli.
Było już późne popołudnie. Mieszkańcy miasta ciągle mnie nie zauważali, ale to mi odpowiadało. Nie musiałam nikomu odpowiadać , była niewidzialna. Nagle spostrzegałam tablice. "To chyba ten sklep."-powtarzałam sobie w myślach."Dziwne , nikogo na tej ulicy nie ma" Jest tu dość cicho.Wydawało się to dziwne ,ale zlekceważyłam to. Podeszłam do sklepu ,ale był już zamknięty."Trudno , wracam" Obróciłam się i ku swojemu zdziwieniu zobaczyłam mężczyznę. Był wysoki i gruby. Jednym ruchem zatkał mi usta ręką- Siedź cicho, twój tatuś się za tobą z tęsknił" - Śmierdział tym miastem. Był przesiąknięty na wylot odorem tego miasta.
 Próbowałam się szarpać , krzyczeć , ale na darmo. Był ode mnie wyższy i silniejszy.
-Teraz grzecznie wsiądziesz do samochodu i zakleimy Ci buźkę taśmą a rączki zwiążemy , a ty nie będziesz się szarpać ani uciekać , jeśli jednak nabrała byś na to ochoty to mam coś dla Ciebie-Chuchnął mi w twarz starą kawą i pokazał duży ostry nóż. Cała się trzęsłam. Jechałam tu z Cero ,żeby mnie nie znaleźli, żeby się schować , a tu co? Sama do nich przyszłam. I co teraz będzie? Cero będzie mnie szukał i mnie nie znajdzie. Pomyśli ,że go tu zostawiłam. "Jeśli mnie zna , to się domyśli "- pomyślałam bojowo.

 Roździał 7,5- Cero
-Emma, Evans coś długo nie ma.
-Może nie znalazła tego sklepu , i szuka innego?
-Nie , mam złe obawy. Idę po nią.
-Daj dziewczynie być samodzielną.
-Emma , ja się boje że sie zgubi.
-Boisz się o nią?
-Nie , nie o nią tylko o to że nie będę mieć podwózki , rozumiesz?
-Ty sie martwisz o nią!? Widzę to dziecko. Mnie nie oszukasz , dobrze o tym wiesz.
-Nie pozwalaj sobie , dobrze? -Podniosłem głos. Nikt mi nie będzie mówił czy się o kogoś boję czy nie.
-Młody człowieku , uważaj na słowa. -powiedziała wciąż słodkim głosem.- Miłość jest jak ptaki , wiesz? Piękna do puki jest koło Ciebie ,ale jak już odleci to oczy będą tęsknić za jej widokiem a uszy za głosem. Widać ,że każda sekunda bez jej twarzyczki Cie boli, cierpisz gdy nie ma jej koło Ciebie.Gdy nie słyszysz jej głosu i nie bronisz jej przed wszystkim czym sie da jest Ci źle. To niepotrzebne. Nie martw się. Co jej tu może się stać? 
-Ja.- Głos odmówił mi posłuszeństwa a żołądek zrobił fikołka. -Emma, ja.
-Nic nie musisz mówić. Wiem ,że po tym co zrobiła Kate jest Ci ciężko kogoś pokochać , ale daj sobie szanse.-Kontynuowała Emma ,ale ja już nie słuchałem. Zanim skończyła zdanie byłem już na ulicy. Gdzie mam szukać? Gdzie ona mogła poleźć?
Szukałem jej dwie, może trzy godziny. Czas nie był dla mnie ważny. Chciałem wiedzieć ,że nic jej nie jest.
-Młodzieniaszku ,szukasz niskiej , rudowłosej dziewczyny w czarnym płaszczu , tak? Była tu taka, poszła w tam tą alejkę, chwile później wyjechał z tam tond samochód. Wydało mi się to dziwne bo jechał strasznie szybko , i gwałtownie wyjechał z tego zakrętu , ale w tedy nie myślałem nad tym długo.
-Myśli pan ,że była w tym samochodzie?
-Raczej tak , bo nie widziałem ,żeby wracała z tam tond . Ukradkiem usłyszałem jak jakiś mężczyzna poddziadział jej ,że jej ojciec z nią tęskni czy coś takiego.
-Dziękuje bardzo- Przeszyły mnie dreszcze. Ona zostawiła motor więc nie uciekła. Ktoś ją porwał. Zabrał mi ją brutalnie i bez uprzedzenia. Moją Ev. Miałem ochotę rozpłakać się jak dziecko. Nie wiedziałem co mam dalej robić. 

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 6 Miasto Przełenczy



-Ev? Powiesz mi może co to za list?-Cero stał na przeciwko mnie w wlepiał we mnie swoje wielkie oczyska.-Wiesz , normalni ludzie nie dostają takich listów.
-Wiem, ale mówiłam Ci ,że nie mogę nigdzie długo zostawać.
-Wiem ,ale to trzy dniu a tu jest przepięknie.
-Cero , murze się ukryć gdzieś. Oni wiedzą gdzie ja jestem teraz , niedługo się tu zjawią.Byłam taka lekkomyślna ,że dałam się zauważyć. 
-Co proponujesz?
-Nie wiem, to ty znasz się na mapach , nie? 
-Jak bardzo chcesz się ukryć?
-Zniknąć na trochę.
-Ev?
-Co?
-Słuchaj , mogę Cie wyprowadzić za granice , Ci ludzie tam nie pójdą, nic Ci nie zrobią ,ale tam jest niebezpiecznie.
-Za granicę? Za mur? 
-Tak.- Cero już nie patrzył mi się w oczy, był wyraźnie zatroskany. Martwił się o mnie. Bardzo się martwił.
-Dobra-po cichu pocieszałam się na duchu ,że nic nam się nie stanie i że damy rade choć szczerze w to wątpiłam.
-Na pewno?
-Cero , nie mamy wyjścia , oni mnie znajdą i w najlepszym wypadku zabiją!
Spoglądał na mnie teraz tak bezradnie ,że chciało mi się płakać.Po chwili odwrócił się i poszedł do starszej kobiety po pieniądze.
 ** 

Cero kieruje moim motorem. Uwielbiam jego zapach. Siedzę z tyłu i spokojnie mogę go obejmować. To banalne ale naprawdę go lubię. Lubię to w jaki sposób mówi. Jak oddycha i jak się jąka. Jak jest zły i zdziwiony. Lubię każdą rzecz w nim. Przed nami rozpościera się wielki mur. Niedługo do niego dojedziemy. I co dalej? Jak przejdziemy?

***
-Mała, jesteśmy.
-Mała?
-Oj przestań . Patrz- pokazał palcem ogromny mur. Dookoła otaczało nas miasto. Duże. Śmierdzące. Ohydne.Smród przemykał drobnymi uliczkami niczym zbłąkana dusza pozostawiona sama sobie ,która nawiedza to tu to tam ,ale nikt nie zwraca na nią większej uwagi.Nas potraktowano dokładnie jak ten smród. Nikt nie zwracał na nas większej uwagi. Ludzie biegali od jednego miejsca do drugiego , ignorując ,że potrącili mnie już dwa razy. Byli zajęci sobą i gdyby im coś zabrać zapewne by nie zauważyli. 
-Co to za miejsce?
-To? To jest Miasto Przełęczy Miasto przemytników , złodziei i kłamców.Jedno z najohydniej szych miast jakie widziałem. Pociesze Cie , za murem jest podobnie,ale to doskonałe miejsce żeby się schować. Zniknąć. Tego chciałaś, tak?
-No tak.- Obrzydzało mnie to co widziałam. Człowiek leżał na ulicy ale nikt ,zupełnie nikt mu nie pomógł. Ludzie deptali po nim a on umierał zadeptany na śmierć.-Chodźmy stąd, błagam Cię.
-Cero chwycił mnie za rękę i bez żadnego słowa prowadził mnie przez zatłoczone ulice. Mijaliśmy domy. Wszystkie pasowały do siebie były wysokie , szare i brudne. Cero gwałtownie skręcił w prawo i mocno mnie pociągnął.
-Nie gap się tak na tych ludzi , bo serio nie chce zarobić od któregoś w twarz-warknął
-Spokojnie, nie krzycz na mnie.
-To miejsc tak na mnie działa. Stało tu się parę rzeczy.
Weszliśmy do wysokiego bloku i pojechaliśmy windą na piętro 28. Szłam z nim długim korytarzem. Dywan był czerwony i wyglądał jak by nikt nigdy go nie prał bo czerwień przybierała nieco szarawy odcień od warstwy błota.Skręciliśmy wprawo i Cero zapukał w przed ostatnie drzwi.
-Kto?-jakaś kobieta krzyknęła za drzwi.
-Emmo? To ja.
-Ja?
-Cero.
-Cero?-Kobieta szybo otworzyła drzwi- Chłopcze! Coś ty tu robił? Nie możesz tu być! Jak Cie znajdą? Utną Ci rękę czy nogę i co będzie?
-Nie przesadzaj , John nie jest aż taki bezlitosny , najwyżej mnie poobija troszkę. Jestem tutaj dla Evans-objął mnie w pasie. Kobieta była niska i gruba. Miała małe oczki , czarne falowane włosy a usta pomalowane czerwoną szminką.
-Evans? Miło mi Cię poznać. Gdzieś ty znalazł taką ładną dziewczynę i co to za jeżdzidełko stoi pod moimi oknami ,co?
-Słucham! To nie jest jakieś tam jeżdzidełko! To jest M O T O R!-prawie wykrzyczałam to tej kobiecie w twarz.
- Ev, spokojnie-Jeszcze mocniej objął mnie w pasie.- "Nie denerwuj się , nie lubię tego.- Od kiedy on się zrobił taki miły! Od kiedy on mnie przytula i mówi do mnie w ten sposób!? Może mi się tylko wydaje?" pomyślałam.
-Chodźcie moje dzieci , szybko , zaraz mi wszystko opowiecie. Gruba kobieta odsunęła się i wpuściła nas do środka.


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 5 List



-Powiedz , czemu tak odrazy mi zaufałeś , mogłeś przecież wszystko wymyślić ,okłamać mnie.
-Nie musisz mi wierzyć.-Cero już nie wiedział co ma mówić.
-Nie chodzi o to czy wierze ,ale dlaczego tak od razu mi zaufałeś?
-Nie wiem. Jestem lekkomyślny , nie myślałem że taka osoba jak ty , urodziwa i delikatna może zrobić mi coś.
-Oboje jesteśmy łatwowierni. Jestem urodziwa i delikatna?
-Może-skwitował-Mamy dużo drogi ,ale w sumie gdzie jedziemy?
-Do Centrum Miasta Na Terenach Wielkiego Cesarza?
-Poważnie, chcesz tam jechać?-Jego mina była tak zaszokowana ,że sama nie wierzyłam ,że da się taką zrobić.
-Poważnie.
-Dobrze , no to w drogę!-wykrzyknął radośnie.
Wsiadł na motor i czekał aż do niego dołączę.
-Co ty robisz?
-Ja?
-Tak , ty! Myślisz ,że dam Ci nim kierować? Nie wyobrażaj sobie za dużo.-Stałam dokładnie przed nim z rękami skrzyżowanymi na piersi.-Ja kieruję.-oznajmiłam i czekałam aż zejdzie.
-Pewnie jesteś zmęczona , długo jedziemy a ja znam miejsce gdzie się na trochę zatrzymamy.Odpoczniemy parę dni i ruszymy dalej w drogę.-patrzył na mnie a w oczach miał  troskę.
-Co Ci tak zależy na tym ,żebym była wyspana ,co?
-Bo ja siedzę z tyłu i jeśli będzie wypadek to ja też ucierpię , prawda?
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć ,że jestem nieodpowiedzialnym kierowcą?
-Nie mówię ,że nie odpowiedzialnym ale zmęczonym i niewyspanym , rozumiesz?
-Nie , nie bardzo!-Byłam siekła. Czy on myśli że ja dam mu kierować? Jest aż taki naiwny?-O nie , tak nie będzie , ty siedzisz z tyłu. Nie będziesz  kierował moje skarba. Kocham ten motor i żaden facet , powtarzam żaden nie będzie dotykał mojego Mata ,jasne?
Nagle Cero roześmiał się , a jego śmiech był dziki i strasznie głośny , niemal chciało się śmiać wraz z nim.
-Z czego ty się śmiejesz ?
-Z Ciebie.-Dalej się śmiał.-Mata? Nazwałaś tego gruchota Mat? Jak bym rozmawiał z jakimś facetem to jeszcze to rozumiem ,ale ty jesteś kobietą! Kobiety nie kochają swoich motorów i nie nadają im imion.
-Słucham? Jesteś palantem.-powiedziałam to spokojnie , byłam opanowana. "Nie musi mnie rozumieć. Nie musi ze mną w ogóle rozmawiać. Najlepiej by było gdyby w ogóle sobie poszedł. Po co mi on tu?"-myślałam. Przeszyły mnie dreszcze "Ale ja nie chce żeby go nie było. On ma być ze mną tutaj."
- Co sie ze mną dzieje? Czy ja faktycznie go lubię?- szepnęłam sama do siebie.
-Co mówiłaś? Nie słyszałem.
-Ja? Nie nic. Ja...- Przerwał mi .
-Zrozum ,że nie chce stracić życia i nie chce żebyś ty też je straciła , tak? Nie mam złych intencji! Co ja mam zrobić ,żebyś mi zaufała?
-Dobrze. Niech Ci będzie, możesz kierować ,cieszysz się?
- No to na co czekamy? Wsiadaj Ev!- Cero rozpromienił się -Jedziemy!
  ***
Cero zatrzymał się w pięknej okolicy. Po mimo obrzydliwie długiej drogi nie myślałam żeby iść spać. Chciałam wziąć go za rękę i jak mała dziewczynka pobiegać po tutejszych łąkach nieprzejmująca się niczym.
-Ej Ev, bo nie wiem jakim cudem ,ale u gospodyni czekał już na Ciebie lis.-Cero podał mi list- Możemy to zostać trzy dni , mamy dwa pokoje , jeden mój drugi Twój i własną łazienkę a śniadania i obiady będziemy jeść z Panią Walpol.- pokazał drugą ręką na kobietę w drzwiach małego pensjonaciku o nazwie "Hotel"
-List do mnie? "Do panny Evans" -przeczytałam- Nie ma adresata.
-Otwieraj.-Cero nie mógł się widocznie doczekać i był gotowy zabrać mi go i samemu otworzyć.
Spokojnie rozkleiłam kopertę i wyciągnęłam kartkę , a tam widniały napisy:
"Przed nami się nie ukryjesz, 
Sama do nas idziesz,
Pożałujesz jak powinnaś,
Zapamiętasz już na wieki
Co powinnaś była zrobić
A czego nie zrobiłaś"